20 września 2026
Fot. Niklas Ohlrogge (niamoh.de) / Unsplash

Zbożowe tradycje na wigilijnym stole. Wywiad z dietetykiem o świątecznych wyborach Polaków

Boże Narodzenie to czas, kiedy polskie stoły uginają się pod ciężarem tradycyjnych potraw. Pierogi, uszka, kutia, makowce czy rzemieślniczy chleb – większość z tych dań bazuje na produktach zbożowych.

Jak przetrwać święta bez uczucia ciężkości, dlaczego warto unikać „zbożowej dezinformacji” i jak nasze wybory zakupowe wpływają na polskie rolnictwo? Rozmawiamy z dr inż. Justyną Malinowską, dietetykiem klinicznym i ekspertem ds. żywienia człowieka.

Polski Portal Rolniczy i Konsumencki (pprol.pl): Pani Doktor, grudzień to dla dietetyków gorący okres. Polacy z jednej strony masowo przechodzą na modne diety eliminacyjne, np. dietę ketogeniczną czy bezglutenową, a z drugiej – na święta zawieszają broń i rzucają się na tradycyjne potrawy. Skąd ten rozstrzał?

dr inż. Justyna Malinowska: To prawda, żyjemy w czasach ogromnej dezinformacji żywieniowej. Z przestrzeni internetu bombardują nas mity, że pieczywo tuczy, a gluten to wróg numer jeden. Rodzice ulegają modom i potrafią drastycznie ograniczać węglowodany nawet w diecie swoich dzieci, co jest ogromnym błędem! Według oficjalnego stanowiska Polskiej Akademii Nauk, to właśnie węglowodany złożone pochodzące z wysokiej jakości zbóż powinny stanowić główne źródło energii – od 45 do nawet 65% dziennego zapotrzebowania. Święta Bożego Narodzenia to idealny moment, by przeprosić się ze zbożami, bo nasza tradycyjna kuchnia wigilijna jest na nich dosłownie ufundowana.

No właśnie, spójrzmy na menu: uszka do barszczu, pierogi z kapustą i grzybami, kulebiak, makowiec. Wszystko kręci się wokół mąki.

– I bardzo dobrze! Kluczem nie jest rezygnacja z tych pyszności, ale zwrócenie uwagi na jakość surowca. Wybory konsumenckie Polaków przed świętami często dyktowane są pośpiechem. Kupujemy gotowe pierogi z marketu, ciasta instant z proszku, masowe pieczywo z głębokiego mrożenia. To tam kryją się tłuszcze trans, nadmiar cukru i ulepszacze, które po wigilijnej kolacji dają nam poczucie „bomba w żołądku”. Jeśli przygotujemy te potrawy sami, bazując na wysokiej jakości polskich mąkach i kaszach, fundujemy swojemu układowi pokarmowemu zupełnie inne doznania.

Wspomniała Pani o polskich produktach. Czy ma znaczenie, czy kupimy mąkę z lokalnego młyna, czy najtańszą, importowaną z marketu?

– Ma to gigantyczne znaczenie – zarówno dla zdrowia, jak i dla naszej gospodarki. Promowanie patriotyzmu konsumenckiego to nie jest pusty slogan. Polskie zboża rosną w określonych warunkach klimatycznych, a nasze rodzime młyny i przetwórnie dbają o rygorystyczne normy jakościowe. Kupując lokalne produkty, skracamy łańcuch dostaw – realizujemy piękną ideę „od ziarnka do garnka”. Wiemy, co jemy. Taka mąka nie leżała miesiącami w kontenerach, zachowuje pełnię wartości odżywczych: witaminy z grupy B, magnez, cynk i żelazo, które są kluczowe dla pracy naszego mózgu i budowania odporności zimą.

A co z tradycyjną kutią? To przecież kwintesencja świątecznego deseru ze zbóż.

– Kutia to absolutny dietetyczny majstersztyk, pod warunkiem, że zrobimy ją tradycyjnie. Jej bazą jest pęczak lub całe obłuszczone ziarna pszenicy. Zboża w tej formie to potężna dawka błonnika pokarmowego. Działa on w naszych jelitach jak szczotka – reguluje trawienie, zapobiega zaparciom (co przy świątecznym biesiadowaniu jest na wagę złota) i daje długotrwałe uczucie sytości. Połączenie polskiego ziarna z makiem, miodem i orzechami tworzy bombę witaminową, która bije na głowę wszystkie nowoczesne, chemiczne słodycze.

Jak w takim razie „uzdrowić” Boże Narodzenie w naszych domach, nie tracąc nic z tradycyjnego smaku? Jakie są Pani rekomendacje?

– Po pierwsze, zmieńmy nawyki zakupowe. Zamiast białego pieczywa do ryby po grecku czy śledzia, postawmy na prawdziwy, rzemieślniczy chleb razowy na żytnim zakwasie. Zakwas to naturalny probiotyk, który ułatwia trawienie. Po drugie, eksperymentujmy w kuchni. Lepiąc pierogi czy uszka, możemy wymieszać klasyczną mąkę pszenną z mąką orkiszową lub graham. Ciasto nadal będzie elastyczne, a zyska mnóstwo cennych minerałów. Po trzecie, pamiętajmy, że jedzenie produktów zbożowych to nie grzech, a konieczność dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, zwłaszcza dzieci, które zimą potrzebują stabilnej energii do obrony przed infekcjami.

Podsumowując: polskie zboża na stół, a mity do kosza?

– Dokładnie tak! Nie bójmy się węglowodanów, bójmy się ich złej jakości. Wybierajmy świadomie, czytajmy etykiety i wspierajmy polskich producentów. Niech ta nadchodząca Wigilia będzie nie tylko smaczna i tradycyjna, ale też mądra i po prostu zdrowa.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

– Dziękuję również i życzę wszystkim czytelnikom pprol.pl zdrowych, spokojnych i pysznych świąt!

Wywiad zrealizowany w ramach kampanii edukacyjnej promującej spożycie wysokiej jakości krajowych produktów zbożowych i przetworów zbożowych, sfinansowanej ze środków Funduszu Promocji.

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.