Polska młodzież tyje najszybciej w Europie. W pogoni za winowajcami rodzice często ulegają internetowej dezinformacji, eliminując z diety dzieci pieczywo, makarony i kasze. Czy słusznie?
O zgubnej modzie na diety niskowęglowodanowe, pladze napojów energetycznych i śmieciowego jedzenia ze szkolnych sklepików oraz o tym, dlaczego to właśnie wysokiej jakości polskie zboża są kluczem do szczupłej sylwetki i zdrowia młodego pokolenia, rozmawiamy z profesorem dr. hab. med. Andrzejem Kowalskim, pediatrą i wybitnym ekspertem ds. otyłości dziecięcej.
Polski Portal Rolniczy i Konsumencki (pprol.pl): Panie Profesorze, statystyki dotyczące otyłości wśród dzieci i młodzieży w Polsce są alarmujące. W przestrzeni publicznej natychmiast pojawiają się głosy, że winne są węglowodany, a w szczególności produkty zbożowe i gluten. Rodzice w panice eliminują z jadłospisów chleb czy kasze. Czy to właściwy kierunek?
prof. dr hab. med. Andrzej Kowalski: Absolutnie nie! To tragiczne w skutkach nieporozumienie i uleganie groźnym mitom, które krążą w internecie. Eliminowanie węglowodanów złożonych z diety rozwijającego się dziecka to prosta droga do problemów ze zdrowiem. Młody organizm, a w szczególności intensywnie pracujący mózg, potrzebuje glukozy jako głównego, stabilnego źródła energii. Oficjalne rekomendacje medyczne i Stanowisko Komitetu Nauki o Żywieniu Człowieka PAN jasno wskazują: około połowy dziennej energii u dzieci powinno pochodzić z węglowodanów, głównie tych złożonych! Prawdziwym wrogiem nie jest tradycyjna, wieloziarnista bułka, ale to, czym faszeruje się dzisiejsza młodzież w drodze do szkoły.
Co ma Pan na myśli? Co jest tym realnym zagrożeniem?
– Współczesna młodzież jest dosłownie karmiona „syfem” – i mówię to z pełną odpowiedzialnością lekarza. Prawdziwą plagą są napoje energetyczne i wysoko przetworzone, zagraniczne batoniki czy przekąski typu instant. Dziecko wyposażone w gotówkę idzie do szkolnego sklepiku lub pobliskiego marketu i zamiast przygotowanej w domu, zdrowej kanapki z chleba razowego, kupuje puszkę energetyka pełną cukru, kofeiny i syntetycznych ulepszaczy. Efekt? Nagły, gigantyczny skok cukru we krwi, wyrzut insuliny, a po kilkudziesięciu rzeczowy „zjazd” – spadek koncentracji, senność i ponowny, wilczy głód. To właśnie ten mechanizm, połączony z brakiem ruchu, prowadzi bezpośrednio do otyłości, insulinooporności i zaburzeń hormonalnych.
Rodzice często mówią: „Moje dziecko nie chce jeść ciemnego chleba ani kaszy, woli fast-food, bo tak jedzą rówieśnicy”. Jak przełamać tę barierę?
– Edukacją i sprytem, ale też powrotem do korzeni. Musimy stworzyć nową modę – modę na „zbożowy fast-good”. Młodzież kocha burgery, wrapy i placki. Dlaczego nie przygotować im tego w domu, używając pełnowartościowych, polskich produktów? Domowy wrap z mąki pełnoziarnistej z kurczakiem i warzywami albo owsiane batony własnej roboty zabrane w lunchboxie do szkoły dają stabilną energię na kilka godzin nauki. Bez skoków cukru, za to z potężną dawką błonnika, witamin z grupy B i minerałów, takich jak magnez czy cynk, które naturalnie wspierają pamięć i odporność.
W projekcie edukacyjnym „Z ziarnka do Garnka” mocno akcentuje się pojęcie patriotyzmu gospodarczego i ideę „od ziarnka do garnka”. Czy jako lekarz widzi Pan związek między pochodzeniem produktu a zdrowiem pacjenta?
– Oczywiście. Jakość surowca ma kluczowe znaczenie w profilaktyce otyłości. Wybierając wysokiej jakości przetwory zbożowe polskiego pochodzenia – mąki z lokalnych młynów, tradycyjne polskie kasze jak gryczana czy jęczmienna, pieczywo z rzemieślniczych piekarni na zakwasie – wybieramy produkty czyste, świeże i wolne od zbędnej chemii przedłużającej trwałość. Polski konsument musi zrozumieć, że wspierając rodzime rolnictwo i przetwórstwo, inwestuje w zdrowie własnych dzieci. Nasze lokalne produkty zbożowe mają znakomity profil nutritionalny, bogaty w błonnik, który w naturalny sposób pęcznieje w żołądku, dając dziecku uczucie sytości i zapobiegając podjadaniu śmieciowych przekąsek.
Często w gąszczu informacji rodzice gubią się i testują na dzieciach popularną dietę ketogeniczną (keto). Co Pan Profesor o tym sądzi?
– Przenoszenie mody na dietę keto z dorosłych na dzieci bez wyraźnych, rzadkich wskazań medycznych (jak np. lekooporna padaczka) to skrajna nieodpowiedzialność. Brak odpowiedniej ilości zdrowych węglowodanów z pełnoziarnistych produktów zbożowych w diecie dziecka może prowadzić do spowolnienia tempa wzrostu, przewlekłego zmęczenia, problemów z nerkami i niebezpiecznych niedoborów. Zamiast eksperymentować z drastycznymi dietami eliminacyjnymi, powinniśmy zadbać o zbilansowaną dietę opartą na trzech filarach: przestrzeni cyfrowej, która uczy młodzież czytania etykiet, warsztatach kulinarnych pokazujących, że zdrowe gotowanie jest modne, oraz na zaangażowaniu szkół i nauczycieli, którzy powinni dawać przykład i wspólnie z uczniami celebrować zdrowe, zbożowe śniadania.
Jaka byłaby Pana główna rekomendacja dla rodziców, którzy chcą uchronić swoje dzieci przed otyłością?
– Przestańmy bać się polskiego chleba i kaszy! Wybierzmy mądrze: zamiast białej, napompowanej bułki o zerowej wartości – prawdziwy chleb razowy. Zamiast słodzonych płatków śniadaniowych – polskie płatki owsiane czy orkiszowe z owocami. Odizolujmy dzieci od energetyków i fast-foodów, a w zamian dajmy im pełnowartościowe, lokalne przetwory zbożowe. Budowanie odporności i prawidłowej sylwetki naszego dziecka naprawdę zaczyna się na jego talerzu.
Bardzo dziękuję za tę niezwykle ważną i mocną rozmowę.
– Dziękuję. Mam nadzieję, że ten głos dotrze do wielu domów i uratuje zdrowie niejednego młodego człowieka.
Wywiad zrealizowany w ramach ogólnopolskiej kampanii edukacyjnej „Z ziarnka do Garnka”, promującej spożycie wysokiej jakości krajowych produktów zbożowych, sfinansowanej ze środków Funduszu Promocji.






