25 sierpnia 2026
Fot. Pesce Huang / Unsplash

Energetyki i mity dietetyczne kontra zdrowie dzieci. Wywiad z ekspertem o prawdziwych przyczynach otyłości

Polska młodzież tyje najszybciej w Europie. W pogoni za winowajcami rodzice często ulegają internetowej dezinformacji, eliminując z diety dzieci pieczywo, makarony i kasze. Czy słusznie?

O zgubnej modzie na diety niskowęglowodanowe, pladze napojów energetycznych i śmieciowego jedzenia ze szkolnych sklepików oraz o tym, dlaczego to właśnie wysokiej jakości polskie zboża są kluczem do szczupłej sylwetki i zdrowia młodego pokolenia, rozmawiamy z profesorem dr. hab. med. Andrzejem Kowalskim, pediatrą i wybitnym ekspertem ds. otyłości dziecięcej.

Polski Portal Rolniczy i Konsumencki (pprol.pl): Panie Profesorze, statystyki dotyczące otyłości wśród dzieci i młodzieży w Polsce są alarmujące. W przestrzeni publicznej natychmiast pojawiają się głosy, że winne są węglowodany, a w szczególności produkty zbożowe i gluten. Rodzice w panice eliminują z jadłospisów chleb czy kasze. Czy to właściwy kierunek?

prof. dr hab. med. Andrzej Kowalski: Absolutnie nie! To tragiczne w skutkach nieporozumienie i uleganie groźnym mitom, które krążą w internecie. Eliminowanie węglowodanów złożonych z diety rozwijającego się dziecka to prosta droga do problemów ze zdrowiem. Młody organizm, a w szczególności intensywnie pracujący mózg, potrzebuje glukozy jako głównego, stabilnego źródła energii. Oficjalne rekomendacje medyczne i Stanowisko Komitetu Nauki o Żywieniu Człowieka PAN jasno wskazują: około połowy dziennej energii u dzieci powinno pochodzić z węglowodanów, głównie tych złożonych! Prawdziwym wrogiem nie jest tradycyjna, wieloziarnista bułka, ale to, czym faszeruje się dzisiejsza młodzież w drodze do szkoły.

Co ma Pan na myśli? Co jest tym realnym zagrożeniem?

– Współczesna młodzież jest dosłownie karmiona „syfem” – i mówię to z pełną odpowiedzialnością lekarza. Prawdziwą plagą są napoje energetyczne i wysoko przetworzone, zagraniczne batoniki czy przekąski typu instant. Dziecko wyposażone w gotówkę idzie do szkolnego sklepiku lub pobliskiego marketu i zamiast przygotowanej w domu, zdrowej kanapki z chleba razowego, kupuje puszkę energetyka pełną cukru, kofeiny i syntetycznych ulepszaczy. Efekt? Nagły, gigantyczny skok cukru we krwi, wyrzut insuliny, a po kilkudziesięciu rzeczowy „zjazd” – spadek koncentracji, senność i ponowny, wilczy głód. To właśnie ten mechanizm, połączony z brakiem ruchu, prowadzi bezpośrednio do otyłości, insulinooporności i zaburzeń hormonalnych.

Rodzice często mówią: „Moje dziecko nie chce jeść ciemnego chleba ani kaszy, woli fast-food, bo tak jedzą rówieśnicy”. Jak przełamać tę barierę?

– Edukacją i sprytem, ale też powrotem do korzeni. Musimy stworzyć nową modę – modę na „zbożowy fast-good”. Młodzież kocha burgery, wrapy i placki. Dlaczego nie przygotować im tego w domu, używając pełnowartościowych, polskich produktów? Domowy wrap z mąki pełnoziarnistej z kurczakiem i warzywami albo owsiane batony własnej roboty zabrane w lunchboxie do szkoły dają stabilną energię na kilka godzin nauki. Bez skoków cukru, za to z potężną dawką błonnika, witamin z grupy B i minerałów, takich jak magnez czy cynk, które naturalnie wspierają pamięć i odporność.

W projekcie edukacyjnym „Z ziarnka do Garnka” mocno akcentuje się pojęcie patriotyzmu gospodarczego i ideę „od ziarnka do garnka”. Czy jako lekarz widzi Pan związek między pochodzeniem produktu a zdrowiem pacjenta?

– Oczywiście. Jakość surowca ma kluczowe znaczenie w profilaktyce otyłości. Wybierając wysokiej jakości przetwory zbożowe polskiego pochodzenia – mąki z lokalnych młynów, tradycyjne polskie kasze jak gryczana czy jęczmienna, pieczywo z rzemieślniczych piekarni na zakwasie – wybieramy produkty czyste, świeże i wolne od zbędnej chemii przedłużającej trwałość. Polski konsument musi zrozumieć, że wspierając rodzime rolnictwo i przetwórstwo, inwestuje w zdrowie własnych dzieci. Nasze lokalne produkty zbożowe mają znakomity profil nutritionalny, bogaty w błonnik, który w naturalny sposób pęcznieje w żołądku, dając dziecku uczucie sytości i zapobiegając podjadaniu śmieciowych przekąsek.

Często w gąszczu informacji rodzice gubią się i testują na dzieciach popularną dietę ketogeniczną (keto). Co Pan Profesor o tym sądzi?

– Przenoszenie mody na dietę keto z dorosłych na dzieci bez wyraźnych, rzadkich wskazań medycznych (jak np. lekooporna padaczka) to skrajna nieodpowiedzialność. Brak odpowiedniej ilości zdrowych węglowodanów z pełnoziarnistych produktów zbożowych w diecie dziecka może prowadzić do spowolnienia tempa wzrostu, przewlekłego zmęczenia, problemów z nerkami i niebezpiecznych niedoborów. Zamiast eksperymentować z drastycznymi dietami eliminacyjnymi, powinniśmy zadbać o zbilansowaną dietę opartą na trzech filarach: przestrzeni cyfrowej, która uczy młodzież czytania etykiet, warsztatach kulinarnych pokazujących, że zdrowe gotowanie jest modne, oraz na zaangażowaniu szkół i nauczycieli, którzy powinni dawać przykład i wspólnie z uczniami celebrować zdrowe, zbożowe śniadania.

Jaka byłaby Pana główna rekomendacja dla rodziców, którzy chcą uchronić swoje dzieci przed otyłością?

– Przestańmy bać się polskiego chleba i kaszy! Wybierzmy mądrze: zamiast białej, napompowanej bułki o zerowej wartości – prawdziwy chleb razowy. Zamiast słodzonych płatków śniadaniowych – polskie płatki owsiane czy orkiszowe z owocami. Odizolujmy dzieci od energetyków i fast-foodów, a w zamian dajmy im pełnowartościowe, lokalne przetwory zbożowe. Budowanie odporności i prawidłowej sylwetki naszego dziecka naprawdę zaczyna się na jego talerzu.

Bardzo dziękuję za tę niezwykle ważną i mocną rozmowę.

– Dziękuję. Mam nadzieję, że ten głos dotrze do wielu domów i uratuje zdrowie niejednego młodego człowieka.

Wywiad zrealizowany w ramach ogólnopolskiej kampanii edukacyjnej „Z ziarnka do Garnka”, promującej spożycie wysokiej jakości krajowych produktów zbożowych, sfinansowanej ze środków Funduszu Promocji.

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.