Rozporządzenie ws. wykazu produktów rolnych, które obejmie zakaz przywozu z Ukrainy do Polski, zostało wprowadzone zbyt późno. Należało podjąć działania przynajmniej w listopadzie.
Co więcej, wprowadzone rozporządzenie obowiązuje do czerwca. Otwarcie rynku z powrotem pod koniec czerwca, czyli przed żniwami oznacza, że Ukraina znowu nas zasypie zbożem. Aktualna blokada nie pozwoli nam nawet na upłynnienie nadwyżki, którą mamy już teraz. My tylko zrobimy miejsce na kolejne ukraińskie dostawy.
Rząd powinien wzorem Słowacji czy Węgier wprowadzić zakaz wprowadzania do obrotu produktów rolnych z Ukrainy, na przykład z powodu nadmiernej ilości mykotoksyn czy innych środków ograniczanych w UE – w trosce o bezpieczeństwo żywnościowe, o zdrowie konsumenta. Zamiast tego Polska poszła na zwarcie z Unią Europejską, co było niepotrzebne, można to było obejść inaczej.
W całej Polsce rolnicy nie dali się nabrać na pozorne działania rządu, zapowiadane są kolejne protesty. To nie jest fanaberia, że źle dzieje się grupce rolników – protesty rozlewają się po całym kraju, bo wszyscy mają ten sam problem.
PiS zrobi taką restrukturyzację rolnictwa, takie przemiany na wsi, jakich przez 30 lat nie zrobiły wszystkie rządy razem. Minister rolnictwa Ukrainy zrobi w Polsce razem z PiS taką restrukturyzację, jakiej ARiMR nie udało się do tej pory zrobić.