Nie kończy się burza na rynku warzyw i owoców. Po serii doniesień o rolnikach zmuszonych do organizowania samozbiorów, by ratować plony przed zmarnowaniem, pojawiają się kolejne głosy o dramatycznej sytuacji w skupach. Jednym ze sposobów poprawy sytuacji rolników mogą być warzywomaty.
– Nawet gdybym miała sprzedawać w ten sposób tylko plony z czterech hektarów, to i tak będę szczęśliwa. Nie mogłam już patrzeć na ceny w skupach. Dzięki warzywomatowi odzyskaliśmy niezależność i kontakt z ludźmi, którzy naprawdę chcą kupować nasze produkty – mówi Monika Słoma, współwłaścicielka gospodarstwa warzywnego w gminie Kórnik (woj. wielkopolskie).
Państwo Słoma gospodarują na trzydziestu hektarach. Od roku część swoich plonów – ziemniaki, cebulę, marchew i czosnek – sprzedają wprost z własnego warzywomatu ustawionego przy domu. To dobry punkt na taką sprzedaż – ruchliwa trasa między Śremem a Poznaniem. Urządzenie działa podobnie jak automaty do wydawania przesyłek i paczek. Po opłaceniu należności, otwiera się skrytka z świeżymi warzywami. Można kupować o każdej porze dnia i nocy.

Czemu nie spróbować?
– Mieszkamy przy głównej drodze, więc pomyśleliśmy: czemu nie spróbować? – wspomina rolniczka. – Na początku to była ciekawostka. Dziś kilka razy dziennie uzupełniam warzywa, bo wszystko schodzi – dodaje.
Monika Słoma opowiada, że stara się ustalać ceny, aby obie strony zyskiwały.
– Patrzę, ile płacą w skupach i na ryneczkach, gdzie jest drogo, i wybieram coś pośrodku. Ma być uczciwie i wiarygodnie: taniej niż na targu, ale drożej niż w skupie. Klienci to rozumieją.
Pomysł na warzywomat narodził się po wizycie na targach w Poznaniu. Tam polska firma Control Systems prezentowała automat do sprzedaży jabłek. – Pomyślałam, że skoro można tak sprzedawać owoce, to czemu nie warzywa? – wspomina. – To rozwiązanie nie dla wielkich gospodarstw z setkami hektarów, ale dla takich jak nasze – dodaje.

Własne kanały sprzedaży
W Polsce działa dziś około 150-200 maszyn sprzedających bezpośrednio od rolników. Takie produkty jak: owoce, warzywa, jaja czy miód – mówi Przemysław Kotliński z Control Systems z branży automatów sprzedażowych. Jak tłumaczy, takie rozwiązania to już nie eksperyment, ale nowy kanał dystrybucji, który zyskuje popularność.
Od pięciu lat z powodzeniem działa w Grudyni Wielkiej (woj. opolskie) pierwszy jabłkomat, czyli całodobowy automat do sprzedaży owoców i soków. Pomysł zrealizowali właściciele Sadów Lech Grudynia – Marta i Arkadiusz Lechoszestowie.
Kotliński przypomina, że na Zachodzie podobne maszyny działają od lat. – W Belgii, Francji czy Szwajcarii to codzienność. Tam nikt nie dziwi się, że przy drodze stoi automat z ziemniakami czy jajkami. W Polsce, gdy pojawiliśmy się z takim pomysłem w 2018 r., pukano się w głowę. Słyszałem setki razy, że „to się nigdy nie zwróci” – opowiada.
– Hurtownicy nie złagodnieją. Rolnicy muszą budować sobie własne kanały sprzedaży, jeśli chcą przetrwać. Kotliński roztacza wizję, że w każdej wsi może stanąć automat z produktami od lokalnych rolników.
Źródło: Wirtualna Polska





