Ostanie badania dowodzą, że stosowanie pestycydów i nawozów sztucznych w rolnictwie jest największą przyczyną malejącej liczby ptaków w Wielkiej Brytanii i reszcie Europy. W porównaniu z sytuacją sprzed pokolenia miało zniknąć aż 550 milionów ptaków!
Sławomir Gacka: Można się do tych danych odnieść, przywołując milenijną ocenę ekosystemów z 2005 roku, która stanowi największe środowiskowe opracowanie, wykonywane przez 1400 ludzi nauki z całego świata. Zadaniem raportu jest określenie kondycji planety ziemia w kilku parametrach. W badaniu wychwycony został zanik bioróżnorodności przekraczający 10-krotnie stopień bezpieczeństwa dla naszej planety. Problem ptaków jest jednym z aspektów systematycznego niszczenia ekosystemów ziemskich, które – jak określono w tym badaniu – zostały albo zdegradowane, albo są wykorzystywane w sposób niezrównoważony.
Jakie działania musimy podjąć, aby przynajmniej zastopować to zjawisko?
Negatywny wpływ nawożenia i środków chemicznych na organizmy żywe dotyczy wielu gatunków, zarówno tych na lądzie, jak i w glebie, czyli poziom zniszczenia jest gigantyczny. Myślenie o zdrowej glebie jest początkiem dla regeneracji. Chodzi przede wszystkim o zwiększenie bioróżnorodności w każdym wymiarze środowiska i życia człowieka, tzn. wprowadzenie płodozmianów w uprawach, większej ilości roślin do upraw, zwrócenie uwagi na życie biologiczne i sprzyjanie procesom regeneracji gleby, w tym za pomocą mikroorganizmów. Przy czym dotyczy to każdego pola działalności: od domu, po zagrodę, ogródek, społeczności miejskie, zielone place. Jeżeli stworzymy warunki do degradowania toksyn, wówczas mamy szansę na regenerację pozwalającą gatunkom będącym w zaniku przeżyć.
Czyli bezwzględnie ograniczenie nawożenia syntetycznego.
Także zmniejszenie ilości azotu wprowadzanego do środowiska. Badania pokazały, że nawożenie na poziomie 30 proc. daje efekt w postaci wzrostu plonów w zakresie 5 proc. Oznacza to, że na wielu glebach nastąpił już punkt krytyczny przenawożenia, co ma negatywne konsekwencje dla ekosystemu i oraz negatywne skutki dla gospodarki.
Dowodem, że nieracjonalnie nawozimy jest fakt, że tony azotu trafiają do Bałtyku. Gdybyśmy racjonalnie nawozili, nie doszłoby do degradacji gleby, roślina miałaby wystarczająco dużo azotu i nie zatruwalibyśmy wody. A rolnicy traciliby mniej pieniędzy.
Od lat zajmuje się Pan propagowaniem odpowiedzialnego rolnictwa. Jak sytuacja wygląda w Polsce?
Świadomość jest duża, ale przeszkadza jej ekonomia. Rolnicy są w skomplikowanej sytuacji, ponieważ nie mogą zacząć niektórych procesów regeneracji, albowiem nie mają przygotowanych narzędzi i odpowiedniego wsparcia. Same ekoschematy nie są rozwiązaniem, bo w ślad za nimi jest potrzebna edukacja i narzędzia zarówno uprawowe, jak i w postaci odpowiednich środków finansowych.
Wiedza jest coraz większa, pragnienie niemal w każdej rodzinie, żeby jeść zdrowe płody rolne, ale brak odpowiednich narzędzi powoduje, że nie ma odpowiedniej dystrybucji nawet dla już produkowanej zdrowej żywności. W związku z tym nadal trwa poszukiwanie najtańszych rzeczy w sklepach i tylko nieliczni sięgają po naprawdę zdrowe produkty.