Kwestionowanie NATO przez Polaków to jest mokry sen Kremla. Zaraz stanie się rzeczywistością — mówi Michał Fedorowicz, specjalista od internetu zajmujący się analizą bezpieczeństwa informacyjnego w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.
Jest algorytm wojny?
Jest. I ma go Federacja Rosyjska, od dawna, od 2014 r. Wtedy odkryła media społecznościowe i ich wpływ. Od tamtej pory prowadzi systematyczną wojnę informacyjną z Zachodem. Poprzez ingerencję w wybory, budowanie ruchów antyspołecznych, antyszczepionkowych, poprzez Brexit.
Przegraliśmy etap wojny
Zachód tego nie rozumie?
Już rozumie, ale tę wojnę przegrywa. Media społecznościowe mają swoją specyfikę i pozwalają za bardzo niski budżet docierać do szerokich mas. Do ludzi, którzy czują się wykluczeni z systemu. Można łatwo zarządzać ich emocjami, podburzać ich i sklejać z siłami politycznymi, które wprost korzystają z tego typu stanów psychicznych użytkowników, budują swoje własne agendy polityczne. Algorytm wojny polega na tym, że wykorzystywane są media społecznościowe do uzyskiwania celów politycznych i strategicznych.
„Te drony są ukraińskie, to zemsta za 800 plus, odmowa pomocy i odmowa finansowania starlinków. Zełenski chce nas wciągnąć w wojnę z Rosją. To on odgrażał się prezydentowi Nawrockiemu. To Ukraińcy grożą Polakom. Plują na Polskę. Wszystko już jasne!!!” — podobnych komentarzy jest bardzo dużo w internecie.
38 proc. komentarzy w internecie dotyczących rosyjskich dronów mniej więcej tak wygląda. Trzeba w końcu jasno powiedzieć: przegraliśmy ten etap wojny.
Wojny z kim?
Z Rosją. Od 2022 r. Rosji chodzi o to, żeby zmienić wizerunek Ukraińców w oczach Polaków. Chodzi o to, żeby zmienić ich z ofiar na chciwych podżegaczy wojennych, którzy biorą od nas pieniądze i jeszcze chcą, żebyśmy za nich walczyli. (…)
Algorytm wojny można przesterować?
Niestety, nie jesteśmy w stanie odwrócić narracji antyukraińskiej, nic tego nie zmieni. Ziemia spalona. Okienko pogodowe się skończyło. Przegraliśmy, skończyło się. Rząd przez dwa lata nie zrobił nic, żeby powstrzymać nastroje antyukraińskie. A partie populistyczne to świetnie wykorzystały, miały w zasadzie wolną rękę. I w kampanii prezydenckiej i teraz po zaprzysiężeniu wykorzystuje to Karol Nawrocki. To on jest liderem polskiej prawicy.
Pochyła równia interesów
I kreuje nastroje antyukraińskie. Również prorosyjskie?
Antyukraińskie nie oznacza jawnie prorosyjskie. Interesy Polski z perspektywy polityków antyukraińskich nie są tożsame z interesami Ukrainy, a wręcz w wielu momentach są sprzeczne. Jak na przykład kwestia rolnictwa czy wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej. Prawica wie z badań, z sieci, że ci ludzie, którzy na nich głosują, tego nie chcą. I nic ich już nie przekona. Są w swoim antyukraińskim świecie i koniec.
Wojna zaczęła się w lutym 2022 r., potem jeszcze przez półtora roku rządziło PiS. To za rządów PiS Ukraińcy byli braćmi, przyjaciółmi, sprzymierzeńcami.
A teraz mogę się założyć, że połowa polskiego społeczeństwa nie wie, z jakiego powodu jest ta wojna. Trzeba pamiętać, że w 2023 r. była akcja ze zbożem ukraińskim, protesty polskich rolników. Od tamtej pory to jest równia pochyła, jeśli chodzi o relacje polsko-ukraińskie. Zaraz potem rządy objęła Koalicja Obywatelska, która wszystko pozostawiła samemu sobie. Politycy pouśmiechali się przy pomocy ukraińskiej, żeby pokazać, jacy są dobrzy Polacy i to jest wszystko.
Czyli pan stawia tezę, że bezradność rządzących jest silniejsza niż dezinformacja rosyjska?
Stawiam tezę, że dzisiaj z perspektywy rosyjskich celów, strategii komunikacyjnej, wojna przeciwko jedności Polaków i Ukraińców została wygrana. I zostało to zrealizowane bez oddania jednego wystrzału. To się Putinowi w 100 proc. udało i na poziomie społecznym i na politycznym. Teraz przed nami następny etap wojny.
NATO samo zło
Dalej mówi pan o wojnie informacyjnej?
Tak, Rosja ma kolejny cel: NATO. Chodzi o podburzenie 30-40 proc. polskich internautów, którzy będą pisali, że NATO nam nie pomoże, jesteśmy sami, NATO jest nic nie warte. To ma na celu wybór partii populistycznych, podchodzących wasalistycznie do Stanów Zjednoczonych, a odrzucających Unię Europejską. Mówię o Konfederacji, partii Brauna.
Mówię o populistycznych partiach w całej Europie. Przecież w Niemczech czy we Francji już nie można bez nich rządzić. A u nas już dawno przestała obowiązywać zasada prezesa Kaczyńskiego: nic na prawo od PiS. Braun, Mentzen i sam Karol Nawrocki: to są liderzy polityczni na prawo od PiS, na prawo od Kaczyńskiego. Oni rosną w siłę. Dla ich wyborców zaraz NATO to będzie całe zło. I właśnie o to chodzi Rosjanom.
Ten etap wojny też przegramy?
Kwestionowanie NATO przez Polaków to jest mokry sen Kremla, mokry sen Putina. I zaraz ten sen stanie się rzeczywistością. Premier Tusk, zamiast działać, biega po parku. Drepcze za nim rzecznik Szłapka. Niech dalej biegają, skoro to jest dla nich najważniejsze.
Źródło: ONET





