Lipcowe opady przyniosły upragnioną ulgę po fali ekstremalnych upałów, które w ostatnich dniach nawiedziły regiony. W lasach wyraźnie spadło zagrożenie pożarowe, a rolnicy i zwierzęta hodowlane wreszcie mogą odetchnąć. Eksperci studzą jednak entuzjazm – kilka deszczowych dni nie rozwiązuje problemu głębokiej suszy, a dla wielu upraw rolniczych woda przyszła zbyt późno.
Po wyjątkowo suchym i gorącym początku lata, deszczowa aura jest dla przyrody niezwykle ważna. Na deszcz z utęsknieniem czekali rolnicy. Opady pomogą kukurydzy, burakom cukrowym czy ziemniakom. Z kolei w połączeniu z zapowiadanym powrotem ciepła, deszcz znacznie przyspieszy dojrzewanie zbóż. Niestety, w przypadku wielu roślin woda nie jest już w stanie odwrócić potężnych strat spowodowanych przez wiosenne przymrozki i wczesnoletnią suszę.
– Owies, jęczmień jary zostały ostatnio ugotowane tym skwarem, więc deszcz już im na pewno nic nie da. Pomoże trochę złapać oddechu rolnikom, bo termometry wskazały ponad 40 stopni. Było to naprawdę nie do zniesienia i dla ludzi, i dla zwierząt
– relacjonował Łukasz Pergoł, rolnik z powiatu działdowskiego i przedstawiciel Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej.
Pogoda sprawiła, że tegoroczne zbiory na Warmii i Mazurach będą wyglądały nietypowo. Zazwyczaj „małe żniwa” rozpoczynały się od koszenia rzepaku. W tym roku roślina ta znacznie lepiej zniosła upały i wciąż dojrzewa, podczas gdy słońce spaliło inne uprawy. W efekcie jako pierwsze z pól znikną wczesne odmiany pszenżyta, jęczmień czy groch, a rzepak będzie koszony dopiero w połowie lub pod koniec żniw.
Brak wysokich temperatur to także ogromna ulga w budynkach inwentarskich. Jak wskazują rolnicy, podczas ostatnich upałów temperatura wewnątrz obiektów dochodziła do 36 stopni. To w połączeniu z dużą wilgotnością doprowadziło do padnięć wśród trzody chlewnej i ogromnych strat w hodowli drobiu, liczonych w tonach.
Źródło: Radio Olsztyn





