Czy mamy szanse na rozwój polskiej branży medycznej marihuany? Obecnie jesteśmy skazani na import. Czy będziemy konkurować z takimi potęgami jak Niemcy czy Portugalia? Czy rządzący umożliwią polskim przedsiębiorcom sprawne i efektywne działanie w branży medycznej marihuany?

Rozmowa z Konrad Palką, prezesem spółki Panaceum Cannmed.
Skąd pomysł na produkcję medycznej marihuany w Polsce? To dość unikatowa branża w naszym kraju.
Jestem absolwentem Politechniki Częstochowskiej, wydziału Zarządzania i Inżynierii Produkcji, ze specjalizacją zarządzanie jakością. Studia kończyłem na raty, ponieważ w 2007 roku wyemigrowałem do Holandii. I tam toczyło się moje życie zawodowe przez ponad dziesięć lat. Większość czasu prowadziłem hurtownie ze sprzętem do upraw szklarniowych. W pewnym momencie nasza firma wyspecjalizowała się w dostarczaniu rozwiązań do upraw marihuany. Zgromadzony kapitał zainwestowałem w kraju w dwa start-upy. Jedna inwestycja zakończyła się sukcesem. Start-up Drying Process przerodził się w dobrze prosperującą firmę, do której dołączyłem jako wspólnik zarządzający po powrocie do kraju. Firma zajmuje się wzrostem efektywności energetycznej w procesach produkcyjnych. Wyspecjalizowaliśmy się w usprawnianiu wielkoskalowych procesów suszarniczych w branży spożywczej, gdzie mamy dużo udanych wdrożeń.
Co do medycznej marihuany – nigdy nie sądziłem, że będzie możliwość jej upraw w naszym kraju. Wszystko zmieniło się po informacjach medialnych z końca 2023 roku. Dowiedziałem się, że pierwszy instytut dostał zezwolenie od GIF i że w projekt upraw zaangażowany jest podmiot prywatny. To był taki game changer. Wtedy podjęliśmy wspólnie z bratem decyzję, że spróbujemy. I tak powstał Panaceum Cannmed sp. z o.o.
Konopie inne niż włókniste
Jak ocenia Pan polskie ustawodawstwo w zakresie upraw medycznej marihuany? Daje ono szanse polskim firmom na rozwój w tej branży?
I tak, i nie. Ale zacznijmy od początku. Głównym aktem prawnym regulującym uprawy konopi innych niż włókniste jest ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii. Art. 49a daje możliwość Instytutom Badawczym podległym Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi o ubieganie się o zezwolenie na uprawy konopi innych niż włókniste w celu wytworzenia surowca farmaceutycznego do sporządzania leków recepturowych.
Ustawa ta nie wyklucza udziału podmiotów prywatnych w tego typu działalności. Na początku Instytuty nie były zainteresowane współpracą z podmiotami prywatnym albo warunki, które stawiały były absurdalne. Podejście to w ostatnim czasie uległo zmianie zarówno w Instytutach jaki i w Ministerstwie. Instytuty zdały sobie sprawę, że same nie mają wystarczających środków ani know-how, żeby samodzielnie rozpocząć produkcję. A Ministerstwo zaczęło akceptować takie konsorcja.
Dla mnie jako przedsiębiorcy najważniejsza jest niezależność. I w tym aspekcie wymóg współpracy z instytutem badawczym jest w pewnym sensie obciążeniem. Oczywiście przy odpowiednio skonstruowanej współpracy instytut badawczy może stać się wartością dodaną a nie tylko balastem, który trzeba udźwignąć.
Trzeba jednak powiedzieć, że istniejące rozwiązanie prawne daje pewne plusy. A mianowicie zasobne w kapitał zagraniczne firmy z branży medycznej marihuany nie są zainteresowane uczestniczeniem w tego typu modelu biznesowym. Wolą po prostu importować do Polski susz, który produkują w innych krajach. To daje szanse mniejszym polskim firmom na start, zbudowanie własnego know-how w zakresie produkcji oraz zgromadzenie kapitału na rozwój i możliwość konkurencji z zagranicznymi potentatami na rodzimym i światowym rynku.
Instytuty i partnerzy
Co powinno się zmienić w polskim ustawodawstwie, żeby współpraca na styku instytuty badawcze – podmioty prywatne była łatwiejsza?
Uważam, że nie ma potrzeby zmiany ustawy. To, na co wszyscy w branży czekali w latach 2023-2024, to rozporządzenie Ministerstwa Rolnictwa regulujące współpracę instytutów badawczych z podmiotami prywatnymi w zakresie upraw konopi innych niż włókniste. Takie rozporządzenie stworzyłoby przejrzysty model współpracy pomiędzy instytutami a firmami prywatnymi. Jednak do tej pory nie doczekaliśmy się tego typu rozporządzenia. A model współpracy powstał oddolnie w wyniku żmudnych negocjacji podmiotów prywatnych z instytutami badawczymi. Efektem tego i takim światełkiem w tunelu jest pierwsze postępowanie przetargowe w celu wyłonienia partnera do współpracy w zakresie upraw konopi innych niż włókniste, ogłoszone przez Instytut Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego w Warszawie. Jest to zdecydowanie krok w dobrą stronę.
Dlaczego twierdzi Pan, że instytuty badawcze stanowią balast dla podmiotów prywatnych?
Nie chciałbym, żeby było to źle zrozumiane, bo odwiedziłem wiele instytutów, z paroma prowadzę zaawansowane rozmowy i osobiście spotkałem się z przychylnością władz tych instytucji. Jednak instytuty badawcze nie zostały powołane do prowadzenia komercyjnej działalności gospodarczej. Są one nakierowane, jak sama nazwa mówi, na badania i rozwój. Są to instytucje, których działalność obwarowana jest mnóstwem przepisów i regulacji. Jedną z nich jest Prawo Zamówień Publicznych, które z założenia ma zapewnić efektywne i przejrzyste działanie instytutu chodźmy w kwestii zakupowej, ale strasznie komplikuje sprawę współpracy w zakresie upraw.
Dobre Praktyki Wytwarzania
Na jakim etapie jest Pana firma?
Mamy przygotowany pierwszy obiekt produkcyjny o wydajności rocznej produkcji 700-800 kg. Przygotowujemy też wytwórnię substancji czynnej (API) i surowca farmaceutycznego wyposażoną w automatyczną linię do pakowania suszu konopi. Bo należy też wspomnieć, że zanim zbiór ziela będzie mógł być dystrybuowany do aptek, musi być przetworzony w fabryce farmaceutycznej w standardzie Dobrych Praktyk Wytwarzania (GMP) na surowiec farmaceutyczny.
Tak jak wspomniałem wcześniej, prowadzimy zaawansowane rozmowy w paru instytutach. Mamy nadzieję, że w tym roku pójdą one ścieżką Instytutu Biotechnologii, czyli ogłoszą przetarg na wyłonienie partnera do współpracy w zakresie upraw konopi innych niż włókniste. Nasz firma jest przygotowana na taki scenariusz i niecierpliwością na niego czekamy.
Jakie wyzwania i zagrożenie czekają na polską branżę medycznej marihuany w najbliższych latach?
Jeżeli chcesz prowadzić firmę w Polsce, musisz być inteligentnym, zdeterminowanym i niezwykle pracowitym. Zdecydowana większość firm z tej branży to relatywnie młodzi ludzie. Oni posiadają te cechy. Jeżeli da im się możliwości rozwoju, to osiągną sukces.
Wyzwaniem na pewno są wysokie koszty produkcji. W szczególności koszt energii elektrycznej, który jak wiadomo jest jednym z najwyższych w Europie. To wymusza na producencie inwestycje w panele fotowoltaiczne i magazyny energii, co generuje dodatkowe koszty. A i tak nie rozwiązuje to problemu, bo jak wiadomo w naszych warunkach geograficznych zimą nie jesteśmy w stanie zaspokoić zapotrzebowania na energię elektryczną z fotowoltaiki.
Walec na drodze branży
Największym zagrożeniem są jednak zagraniczne koncerny, które zgromadziły ogromny kapitał i mogą jak walec rozjechać naszą rodzimą branżę. Warto wspomnieć, że w samych Niemczech inwestycje w branżę medycznej marihuany można liczyć w miliardach euro. Na razie mamy swego rodzaju protekcjonizm lokalnego rynku w postaci limitów importu. Co powoduje niedobór suszu i jego wysoka cenę. To jest właśnie szansa dla rodzimych firmy na start z krajowa produkcją. Jestem przekonany, że za 2-3 lata, gdy w Niemczech będzie już nadprodukcja medycznej marihuany, limity związane z wewnątrzwspólnotowym nabyciem (importem) zarówno w naszym kraju jak i w innych krajach Unii zostaną zniesione. W wyniku czego będzie bardzo ostra konkurencja, na którą polscy przedsiębiorcy muszą się przygotować. Na razie jesteśmy w ogonie tej rozgrywki, ale zobaczymy co przyniesie przyszłość.
Przedstawił Pan punkt widzenia od strony przedsiębiorcy. A jak to wygląda od strony pacjenta medycznej marihuany?
Nieciekawie. Bardzo wysokie ceny za medyczna marihuanę czynią z niej lek niedostępny dla wielu potrzebujących. Jeżeli zostanie uruchomiona rodzima produkcja, cena spadnie w ciągu roku o 20-30%. Gdyby polscy przedsiębiorcy mogli uprawiać konopie inne niż włókniste samodzielnie, bez potrzeby angażowania instytutów, cena po dwóch latach spadłaby może nawet o połowę. A to już jest coś odczuwalnego dla potencjalnego pacjenta. W tym kierunku idą Czechy, Niemcy i wiele innych krajów EU. Zastanawiam się kiedy u nas rządzący pochylą się nad tą sprawą i umożliwią polskim przedsiębiorcom sprawne i efektywne działanie w branży medycznej marihuany.
Rozmawiał: Grzegorz Pawlak
Nasz komentarz
Karol Dobrowolski, wiceprezes Warszawskiej Izby Gospodarczej:

Dwadzieścia pięć lat temu weszła w życie ustawa o swobodzie gospodarczej ministra przemysłu Mieczysława Wilczka (słynna ustawa Wilczka). Dawała zielone światło do ekspansji kreatywnych pomysłów, wyłączając z tego obszaru tylko nieliczne dziedziny gospodarki.
Dziś jesteśmy w Unii Europejskiej i siłą rzeczy musimy uwzględniać pewne regulacje wynikające z dyrektyw unijnych. Ale czasami robimy to zbyt bojaźliwie. Obecnie państwo ma tyle instrumentów kontrolujących obrót gospodarczy, że powinno bardziej ufać polskim przedsiębiorcom. Co ciekawe – właśnie poziom zaufania społecznego na wielu płaszczyznach jest niższy, niż miało to miejsce ćwierć wieku temu!
A przecież wyzwania stojące przed nami są nie mniejsze jak dawniej (patrz wywiad z Zenonem Daniłowskim, prezesem grupy Makarony Polskie). Choćby te, jak obronić polskie rolnictwo przed załamaniem produkcji (w uprawach monokulturowych i o dużym areale będzie to bardzo trudne).
Potrzeba nam więcej odwagi i determinacji w szukaniu naszych przewag w produkcji i przetwórstwie specjalistycznym (bo trudno uznać rynek marihuany leczniczej, wart kilka miliardów złotych, za niszowy). Dlatego z uwagą będziemy kibicowali przedsiębiorcy spod Częstochowy i na łamach portalu wspierali ten i podobnie nowatorskie pomysły na przedsiębiorczość.





